Grupa "Hossa" wyłudzająca na wnuczka mogła liczyć nawet 300 osób



PAP/Rynek Seniora - 09 lutego 2017 11:32


Grupa, na czele której - według śledczych - stał Arkadiusz Ł. ps. Hoss, mogła liczyć nawet 300 osób; wśród jej liderów byli najbliżsi członkowie rodziny mężczyzny, w tym jego trzej synowie - wynika z nieoficjalnych informacji PAP. Trzon stanowili polscy i niemieccy Romowie.

Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec "Hossa" tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Sąd Rejonowy dla Mokotowa w Warszawie nie uwzględnił jednak tego wniosku. Zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 300 tys. zł i dozór policji.

Istniała obawa, że zatrzymany po ponad rocznych poszukiwaniach mężczyzna w związku z nieuwzględnieniem wniosku prokuratury o areszcie nie pojawi się na komisariacie - miał na to czas do północy w środę (8 lutego). Wieczorem tego samego dnia rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak poinformował PAP, że Arkadiusz Ł. przybył na komisariat na poznańskich Jeżycach.

Prokuratura złożyła już zażalenie do sądu na odmowę aresztowania mężczyzny - ma być ono rozpatrzone 16 lutego. 

Śledczy: "Hoss" to pomysłodawca metody "na wnuczka"
Arkadiusz Ł., zatrzymany na początku lutego br. na warszawskiej Woli, jest według śledczych pomysłodawcą jednej z najpopularniejszych metod oszustw - na tzw. wnuczka i liderem jednej z największych i najprężniej działających w Polsce i z terenu Polski grup zajmujących się tym procederem. Jej członkowie mają na swoich kontach wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Według nieoficjalnych informacji w skład grupy wchodziło nawet 300 osób - trzon stanowili polscy i niemieccy Romowie.

- Gang był zhierarchizowany. Każdy pełnił w nim określoną funkcję. Trzon grupy stanowili członkowie rodziny Arkadiusza Ł., m.in. jego synowie, żona, brat - to oni werbowali kolejne osoby i przejmowali pieniądze. Najniżej w hierarchii stały tzw. odbieraki, czyli ludzie wynajmowani za stosunkowo niewielkie pieniądze do odbierania wyłudzonej kwoty od ofiar. Te pieniądze trafiały następnie do kurierów. Byli też telefoniści i organizatorzy niższego szczebla. Ważne było to, by w przestępstwo zaangażowanych było jak najwięcej osób, to zmniejszało ryzyko "wpadki" - mówi PAP jedna z osób zajmujących się sprawą.

Kluczem były książki telefoniczne?
Grupa początkowo działała na rynku polskim, kiedy jednak okazało się, że zyski mogą być wielokrotnie wyższe za granicą, swoim działaniem objęła Szwajcarię, Niemcy, Austrię i Luksemburg.

- Jej członkowie biegle znają niemiecki. Baza nadal była w Polsce. To tutaj w różnych miastach - Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku wynajmowano apartamenty, w których "pracowało" po kilka osób dzwoniąc na wybrane zagraniczne numery - dodaje informator PAP.

W jaki sposób ofiary były typowane, nie do końca jest jasne. Informatorzy PAP podkreślają, że kluczem mogły być książki telefoniczne.

- Są często wykorzystywane w oszustwach na wnuczka. Z dwóch powodów; po pierwsze przestępcy zakładają, że skoro coraz mniej osób korzysta z telefonów stacjonarnych, to te, których numery znajdują się w takich książkach, są osobami starszymi. I po drugie, wybierają abonentów z imionami, które były popularne przed laty. Niewykluczone jednak, że w tym przypadku, dodatkowo, ktoś na miejscu sprawdzał czy typowane osoby są bogate. Chodziło o jak najwyższe zyski - zaznacza rozmówca PAP. A te - jak dodaje - były ogromne.

Gangsterzy organizowali imprezy za 100 tys. euro
 - Mieliśmy przypadek m.in. Szwajcara, od którego jednorazowo wyłudzili 400 tys. franków, potem próbowali wyłudzić kolejne 50 tys. ale zostało to udaremnione przez policję. O tym jak intratny był to interes świadczy choćby jedna z urodzinowych imprez zorganizowanych przez członków grupy w Cannes - wydano na nią 100 tys. euro - mówi rozmówca PAP.

"Hoss" został zatrzymany w związku ze śledztwem prowadzonym przez warszawską prokuraturę okręgową, a dotyczącym właśnie wyłudzeń na terenie Szwajcarii, Niemiec, Austrii i Luksemburga sięgających ponad 1,4 mln zł. W tej sprawie podejrzanych jest 12 osób. Prokuratura przedstawiła 49-latkowi zarzuty popełnienia, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, czterech oszustw metodą "na wnuczka". 

Z kolei przed Sądem Okręgowym w Poznaniu toczy się proces, w którym mężczyzna odpowiada m.in. za kierowanie grupą i organizowanie procederu oszustw "na wnuczka".

W czerwcu 2015 r. w związku z licznymi przestępstwami, do których dochodziło w Niemczech, Austrii i Szwajcarii został powołany międzynarodowy zespół śledczy składający się z policjantów CBŚP i polskich prokuratorów w Warszawie, a ze strony niemieckiej ich odpowiedników w Monachium. W ciągu niespełna 1,5 roku funkcjonariusze CBŚP we współpracy z policją niemiecką zatrzymali 22 osoby.