Strażacy: czujka czadu i dymu może uratować życie



PAP/Rynek Seniora - 08 listopada 2016 11:33


Montaż w domach czujek czadu i dymu zwiększa szansę na uratowanie życia - przypominają strażacy w związku z kampanią "Czad i ogień. Obudź czujność". To akcja MSWiA, która ma zwiększyć świadomość społeczną zagrożeń w okresie grzewczym.

Z danych MSWiA wynika, że w ostatnim sezonie grzewczym, czyli od września 2015 r. do marca 2016 r., w wyniku zatrucia tlenkiem węgla zmarło w Polsce 50 osób, a 2,2 tys. zostało poszkodowanych.

W poniedziałek w Białymstoku odbyła się konferencja inaugurująca kampanię "Czad i ogień. Obudź czujność" w regionie.

- Czad jest groźny, bo jest niewidoczny, jest bezwonny, bezbarwny - jego nie widać, nie słychać i nie czuć - dlatego mówimy, że jest to groźny, bo podstępny zabójca - mówił wiceszef resortu Jarosław Zieliński.

Podkreślał, że mimo, iż liczba ofiar maleje (w sezonie grzewczym 2010-11 od zatrucia tlenkiem węgla zmarło ponad 100 osób), to wciąż bardzo ważne jest zwiększanie świadomości ludzi, pokazywanie im, jak się bronić przed czadem.

Kampania ma bowiem również popularyzować użycie czujek dymowych i czujników tlenku węgla. Rzecznik podlaskich strażaków Marcin Janowski powiedział dziennikarzom, że w pierwszej kolejności powinny montować je osoby, które mieszkają w domach z systemem grzewczym na paliwo stałe, czyli na węgiel, drzewo, gaz czy olej opałowy.

Zaznaczył jednak, że do pożarów i zatruć tlenkiem węgla może dochodzić w każdym mieszkaniu, kiedy ludzie włączają elektryczne urządzenia dogrzewające czy kuchenki gazowe, a mają niesprawną wentylację czy też nie wietrzą mieszkania.

Janowski przyznał, że ludzie coraz częściej montują czujki, a strażacy otrzymują coraz więcej sygnałów z alarmów czujek. Przypomniał, że kilka lat temu podlascy strażacy przeprowadzili akcję montażu ponad 1 tys. czujek dymu i tlenku węgla w domach i - jak dodał - liczba alarmów wzrosła nawet do kilkudziesięciu w sezonie grzewczym.

- Liczymy na to, że więcej czujek przełoży się na większą liczbę alarmów, a taki alarm to przede wszystkim uratowane zdrowie i życie - mówił Janowski. Dodał, że alarm oznacza, iż pożar się nie rozwinął, a zadaniem strażaków w takim przypadku jest jedynie sprawdzenie pomieszczeń i zidentyfikowanie źródła zagrożenia. - Na pewno nie jest to sytuacja, w której dochodzi do bezpośredniego zagrożenia życia, bo czujka w tym momencie chroni życie - dodał.

Strażacy wciąż przypominają o poprawnym użytkowaniu urządzeń grzewczych, czyszczeniu przewodów kominowych i wentylacyjnych, ale też i o wietrzeniu mieszkań.

Objawy zatrucia tlenkiem węgla to: ból i zawroty głowy, duszność, trudności z oddychaniem, senność, nudności. W takiej sytuacji należy natychmiast zapewnić dopływ świeżego powietrza, jak najszybciej wynieść poszkodowaną osobę z pomieszczenia i rozluźnić jej ubranie, wezwać służby ratownicze - pogotowie ratunkowe, straż pożarną, ewentualnie pogotowie gazowe. Jeśli po wyniesieniu na świeże powietrze zaczadzona osoba nie oddycha, należy wykonać sztuczne oddychanie i masaż serca.

Tlenek węgla w układzie oddechowym człowieka wiąże się z hemoglobiną krwinek 250 razy szybciej niż tlen, blokując dopływ tlenu do organizmu. Następstwem ostrego zatrucia może być nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, niewydolność wieńcowa i zawał albo nawet natychmiastowa śmierć.

Prawo budowlane zobowiązuje zarządców i właścicieli obiektów budowlanych, w tym budynków mieszkalnych wielorodzinnych oraz jednorodzinnych, do przeprowadzania kontroli przewodów kominowych co najmniej raz w roku.

W ramach kampanii "Czad i ogień. Obudź czujność" ministerstwo przygotowało spoty radiowe, a w szkołach realizowane będą programy wskazujące dzieciom i młodzieży na zagrożenia, m.in. przygotowano konkurs dotyczący problemu tlenku węgla. Kampania informacyjna ma być także przeprowadzona w mediach społecznościowych.