DPS-y dla osób z problemem alkoholowym: potrzeby ogromne, chętnych na tworzenie brak



Jacek Wykowski/Rynek Seniora - 11 sierpnia 2016 13:43


Nawet co dziesiąty mężczyzna po 65. r.ż. i 3 do 5. proc. kobiet w analogicznym wieku mają problemy z nadużywaniem alkoholu. Tymczasem w Polsce domy pomocy społecznej dla uzależnionych właściwie nie istnieją, mimo że od maja 2013 r. prawo umożliwia ich tworzenie. - Przepisów wykonawczych nie ma po dziś dzień, a zapotrzebowanie jest olbrzymie - twierdzi Walenty Bereza, przedsiębiorca, który w Przemyślu krok po kroku realizuje plan uruchomienia DPS-u dla podopiecznych z tej grupy.

Rynek Seniora: - 11 maja 2013 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o pomocy społecznej, która przewiduje możliwość tworzenia domów pomocy społecznej dla osób z problemami alkoholowymi. Do tej pory - poza bardzo nielicznymi wyjątkami - praktycznie ich w Polsce nie ma.
Walenty Bereza: - To prawda. Według moich informacji jedyny funkcjonujący DPS dla osób uzależnionych od alkoholu znajduje się w Krakowie przy ul. Rozrywka; działają również oddziały dla osób z problemem alkoholowym usytuowane w strukturach domów pomocy społecznej.

Przykładem jest m.in. pododdział dla osób uzależnionych od alkoholu w Domu Pomocy Społecznej w Pleszewie w woj. wielkopolskim (oba ośrodki powstały jeszcze przed zmianami w prawie - red.). Ponoć jest też oddział dla osób z problemem alkoholowym w jednym z DPS-ów we Wrocławiu. O innych jednostkach nic mi nie wiadomo.

- Dyrektor DPS-u w Pleszewie, otwierając niecałe cztery lata temu pododdział dla alkoholików, stwierdził w rozmowie z PAP, że ze 100 tys. ówczesnych pensjonariuszy wszystkich domów pomocy społecznej w Polsce problem alkoholizmu dotyczy od kilku do kilkunastu tysięcy osób, a większość klasycznych DPS-ów boryka się z podopiecznymi nadużywającymi alkoholu. Dlaczego nie tworzy się kolejnych DPS-ów dla takich osób?
- Bo to bardzo trudne. Przepisów wykonawczych nie ma po dziś dzień, a koszt utrzymania podopiecznego w DPS-ie dla osób uzależnionych jest wyższy niż w klasycznym domu pomocy. Choćby z tej prostej przyczyny, że dla tej grupy potrzebny jest dedykowany program terapeutyczny i musi się nimi zajmować odpowiednia kadra - inna niż w standardowych domach. Taki program - jeśli ma być zrobiony dobrze - nie jest „bułką z masłem”.

Czas pobytu zakwaterowanych w tego typu DPS-ie jest prawnie uregulowany i wynosi 12 miesięcy z możliwością przedłużenia o 6 miesięcy. Jeśli w tym okresie występuje rotacja podopiecznych, również utrudnia to organizację - wdrożenie nowego uzależnionego do już funkcjonującej grupy terapeutycznej wymaga określonych działań indywidualnych, co generuje dodatkowe koszty.

Pozostałe wymogi są jednak podobne do wymagań wobec standardowych domów pomocy społecznej, zaś stworzenie programu odbywa się w oparciu o funkcjonujące w nich rozwiązania i programy w DPS-ach dla chorych psychicznie.

Wracając natomiast do braku przepisów wykonawczych - skutek tego jest taki, że finalnie wszystko podlega interpretacji konkretnego urzędnika. A polski urzędnik, jeżeli czegoś nie wie, woli wstępnie powiedzieć „nie”, gdyż - co z jego perspektywy rozumiem - chce uniknąć ryzyka i zasięga wielu dodatkowych opinii. Wówczas jednak czas i pieniądze traci przedsiębiorca, a uzależnieni - możliwość wyjścia z nałogu.

- Jednak na Podkarpaciu, a konkretnie w Przemyślu, chce pan taki DPS otworzyć i już pan poczynił konkretne kroki. Dlaczego?
- Odpowiedź jest prosta: bo brakuje takich ośrodków, a zapotrzebowanie zarówno w skali kraju, jak i w woj. podkarpackim, jest olbrzymie.

Z dużą pomocą Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Rzeszowie przeprowadziliśmy ankietę we wszystkich gminnych ośrodkach pomocy społecznej woj. podkarpackiego ukierunkowaną właśnie na ten obszar. Okazało się, że liczba pensjonariuszy domów pomocy społecznej z problemem alkoholowym, którzy mogliby być skierowani do DPS-u dla osób uzależnionych od alkoholu, wynosi 60, a liczba podobnych osób do skierowania, ale ze środowiska lokalnego, niebędących mieszkańcami DPS-ów, wynosi 282.

Na całym Podkarpaciu funkcjonuje 49 domów pomocy społecznej zapewniających osobom starszym, chorym, niepełnosprawnym oraz niemogącym samodzielnie funkcjonować w codziennym życiu, całodobową opiekę.

- Na jakim etapie jest pana projekt?
- Jest już dosyć zaawansowany. W Przemyślu od kilkunastu lat stał pusty budynek po byłym oddziale wewnętrznym szpitala wojewódzkiego. To obiekt z pocz. XX w., który wybudowała jeszcze c.k. monarchia z przeznaczeniem na szpital dla twierdzy Przemyśl. W kwietniu 2016 r. spółka celowa „Twoja Podpora” podpisała umowę na dzierżawę wspomnianego budynku na 39 lat. Wydzierżawiającym jest Muzeum Ziemi Przemyskiej, któremu miasto oddało zabytkowy obiekt w zarządzanie.

- Rozumiem, że budynek ma być przeznaczony na DPS dla osób uzależnionych.
- Tak. W tej chwili jesteśmy na etapie realizacji projektu adaptacyjnego obiektu. Na razie mamy wykonaną inwentaryzację budynku i wstępny koncept z rozrysowanymi rzutami. Mamy też już za sobą audyt energetyczny. Z ogólnej analizy wynika, że w budynku powinniśmy być w stanie - przy niezłym standardzie - zmieścić 70 do 74 osób.

W sierpniu powinniśmy złożyć dokumenty niezbędne do uzyskania zezwolenia na budowę. Obiekt ma powierzchnię 1770 m. kw. i w całości będzie przeznaczony na DPS. Przyległy grunt ma powierzchnię 3900 m. kw. W zwykłym DPS-ie zmieściłbym ok. 90 osób, ale w tym przypadku będzie sporo pokoi terapeutycznych, więc są inne - nieco trudniejsze - uwarunkowania.

- Czy koszt adaptacji tego budynku jest - choć szacunkowo - znany?
- Tak. To około trzech milionów złotych.

- Skoro wiemy za ile, to wypada także spytać, kiedy.
- Na terenie woj. podkarpackiego na IV kwartał 2016 r. był przewidziany program unijny w obszarze rewitalizacji terenów zabytkowych. Spełniamy wszystkie kryteria, by tym programem być objęci i moglibyśmy otrzymać ok. 85 proc. dofinansowania. Pech polega na tym, że program został przesunięty na rok 2017, jeszcze bez określenia kwartału. Mam nadzieję, że nie będzie to IV kwartał 2017 r., a np. pierwszy.

Na razie musimy doprowadzić do uzyskania pozwolenia na budowę, a w związku z tym, że obiekt jest zabytkowy, proces wymaga wielu uzgodnień z konserwatorem zabytków. Jednak cały czas działamy i mamy nadzieję, że niebawem ruszymy z budową.

- Jaka będzie wielkość zatrudnienia i skąd będą kierowani podopieczni?
- Zmierzamy do tego, aby kwaterować osoby kierowane do nas z ośrodków pomocy społecznej (OPS). Przepisy dotyczące odpłatności i finansowania takich podopiecznych są identyczne jak w każdym innym DPS-ie. Tutaj nie ma żadnego zróżnicowania.

Co do ilości zatrudnionych, to przepisy wykonawcze dość jednoznacznie ją definiują. Średnio współczynnik wynosi 0,5 etatu przeliczeniowego - czyli zespołu terapeutycznego liczonego jako całość - na jednego podopiecznego. Oznacza to, że zatrudnimy od 35 do 37 osób, w zależności od tego, na ile finalnie miejsc planowany DPS powstanie. Faktycznie osób pracujących będzie więcej, bo z pewnością nie 100 proc. personelu będzie na pełnych etatach. W standardowym DPS-ie wspomniany współczynnik wynosi 0,4.

- W standardowych DPS-ach podopieczni to przeważnie osoby w starszym wieku. Czy w przypadku domu pomocy społecznej dla osób uzależnionych od alkoholu będzie podobnie?
- Na pewno 100 proc. podopiecznych będą stanowiły osoby uzależnione. Przekrój wieku będzie mógł być różny, ponieważ nikogo nie mogę i nie chcę dyskryminować. W praktyce są to głównie osoby w wieku 50+.

- Nie myślał pan, żeby takie usługi prowadzić komercyjnie?
- Jeśli miałyby być tylko takie, to na pewno nie na Podkarpaciu. Po pierwsze to region, mówiąc delikatnie, nie najbogatszy, a po drugie jego lokalizacja w wielu przypadkach utrudnia dobrą komunikację z resztą kraju. Zakładam natomiast, że jakaś część działalności będzie miała charakter komercyjny, jednak w pierwszej kolejności chcę położyć nacisk na kontrakty z OPS-ami.

- W marcu 2015 r. w rozmowie z Gazetą Wyborczą pt. „Jak połączyć biznes z robieniem czegoś dobrego” wspominał pan, że problemem w świadczeniu opieki dla osób starszych jest ich niechęć do zmiany miejsca zamieszkania. Jak pan zamierza sobie z tym poradzić w kontekście stacjonarnego DPS-u dla osób uzależnionych?
- Ależ nic na siłę. My nie jesteśmy w stanie ubezwłasnowolnić podopiecznego i umieścić go pod przymusem w stacjonarnej placówce. Mało tego - nawet gdyby prawo na to zezwalało, sam bym tego nie chciał. Do nas będą trafiać te osoby, które chcą i przede wszystkim uważają, że jest to dla nich dobre rozwiązanie. Ta grupa jest spora.

- Pana spółka Servitum także świadczy usługi głównie dla osób starszych. Skąd ten wybór?
- Lepiej jest wsiąść do windy, która jedzie w górę. Dlatego nie otwieramy przedszkoli, a idziemy w kierunku opieki nad seniorami. Ta prosta filozofia - poparta twardymi danymi demograficznymi i jednoznacznymi trendami - bardzo dobrze się sprawdza. Servitum dynamicznie się rozwija, a obecnie problemem nie jest brak usługobiorców, a niedobory na rynku pracy.