Wspomagane samobójstwo: brytyjska debata, polskie reakcje
Autor: Katarzyna Lisowska/Rynek Seniora   07 września 2015 07:45

O kolejnej odsłonie brytyjskiej debaty nt. zmiany prawa dot. praw osób nieuleczalnie chorych opowiada parlamentarzysta Rob Marris, który zgłosił projekt ustawy o tzw. samobójstwie wspomaganym (Assisted Dying Bill). Czy jesteśmy w ogóle gotowi na podjęcie tego tematu w Polsce?

Czym jest samobójstwo w asyście lekarza? Jak wyjaśnia nam prof. Paweł Łuków, etyk z Uniwersytetu Warszawskiego, chodzi o sytuację, kiedy osoba popełnia samobójstwo dzięki wyposażeniu, urządzeniom czy lekom, które uzyskuje od lekarza. - Różnica między eutanazją a samobójstwem w asyście lekarza polega na tym, że w pierwszym wypadku śmierć jest spowodowana przez lekarza (lub inną wskazaną osobę), a w drugim przez samego chorego - wyjaśnia.

To drugie rozwiązanie jest obecnie tematem debaty, jaka toczy się w Wielkiej Brytanii. 11 września parlamentarzyści będą odpowiadali na pytania: czy osoby nieuleczalnie chore powinny mieć prawo do decydowania o tym, kiedy nastąpi ich śmierć? I czy lekarze powinni zgadzać się na żądania dotyczące skrócenia życia?

Projekt, który trafił do brytyjskiej Izby Gmin, zakłada przyznanie prawa nieuleczalnie chorym do przyjęcia trucizny przygotowanej przez specjalistów. Wcześniej dany pacjent musiałby wystąpić do sądu z odpowiednim wnioskiem. Sąd na decyzję miałby ok. 14 dni.

Zwolennicy i przeciwnicy
Jak mówi nam Rob Marris, który zgłosił projekt ustawy o tzw. samobójstwie wspomaganym (Assisted Dying Bill - red.), ta zmiana przepisów  jest obecnie popierana przez zdecydowaną większość społeczeństwa. Widocznie zwiększa się poparcie dla projektu także wśród przedstawicieli parlamentu.

- Wydaje się, że obecnie jest dobry klimat do tego by rozmawiać o przyjęciu prawa, która umożliwia takie rozwiązanie - wyjaśnia.

Projekt otwarcie popiera m.in. lord George Carey, znany były arcybiskup Canterbury. Przyznał on, że nie ma nic szlachetnego w znoszeniu potwornego bólu, dlatego byłoby uzasadnione moralnie i chrześcijańsko ustanowienie prawa pozwalającego na godne zakończenie własnego życia tym, którzy dokonali takiego wyboru.

Generalnie jednak Kościół jest przeciwny temu projektowi, podobnie jak premier David Cameron.

Marris zwraca uwagę, że projekt cieszy się zdecydowanym poparciem pielęgniarek, akceptuje je 40 proc. lekarzy rodzinnych. - Badania opinii publicznej wskazują, że 57 proc. brytyjskich lekarzy uważa, że przepisy te stanowiłyby najlepsze zapewnienie ochrony praw osób nieuleczalnie chorych - podkreśla.

Przeciwnicy liberalizacji prawa w tym zakresie przekonują, że rodzi ono obawę, iże starzy i ciężko chorzy ludzie mogą posuwać się do tego rozwiązania pod wpływem presji społecznej, czy członków rodzin, dla których niekiedy są ciężarem.

Obawy części lekarzy
Takie obawy ma m.in także część środowiska medycznego. W liście otwartym w The Daily Telegraph 80 brytyjskich lekarzy pisze, że codziennie w pracy stykają się z pacjentami, którzy czują się ciężarem dla swoich bliskich i społeczeństwa ze względu na ich szczególne potrzeby opieki. - Oni odczuwają wielką presję, by odebrać sobie życie i nie być ciężarem dla zapracowanych rodzin - czytamy w liście.

- To są głosy niewielkiej grupy lekarzy. Oczywiście jak w każdym środowisku także wśród tej grupy znajdziemy zwolenników, przeciwników, a także osoby zachowujące neutralność wobec proponowanych zmian. Ważne, że do tej pory największe organizacje zrzeszające lekarzy (British Medical Association - red.) w kraju nie wypowiedziały się przeciwko projektowi - zaznacza Rob Marris.

Nasz rozmówca przekonuje, że zmiana ustawy nie doprowadzi do większej liczby zgonów, a pozwoli zmniejszyć cierpienie osób umierających, dając im prawo do stanowienia o swoim losie i godną śmierć.

- Podnoszone kwestie starzenia się społeczeństwa i presji społecznej, które w połączeniu z proponowanym prawem mogłyby prowadzić do jego nadużywania, są nieuzasadnione. W projekcie są ścisłe wytyczne, w jakich przypadkach może być ono zastosowane i nie ma mowy by korzystały z niego osoby, które nie umierają ( niepełnosprawnych lub osób starszych) - odpowiada.

W USA takie prawo od 18 lat
Marris wyjaśnia, że brytyjskie projekt opiera się na doświadczeniu podobnego prawa, które od 18 lat obowiązuje w stanie Oregon (USA). I nic nie wskazuje, by w jego trakcie dochodziło tam do jakichkolwiek nadużyć.

W stanie Oregon w 2013 r. z tej możliwości skorzystało mniej niż 80 chorych, przy ok. 30 tys. zgonów rocznie.

Zwolennicy zmian w brytyjskim prawie podkreślają, że obecnie nieuleczalnie chorzy z tego kraju, którzy nie chcą dłużej żyć w cierpieniu, wyjeżdżają do szwajcarskiej kliniki Dignitas, by poddać się eutanazji.

Zwracają uwagę, że w ciągu najbliższych dwóch dekad większość krajów w Europie wprowadzi w swoim prawodawstwie jakieś formy eutanazji tak jak zrobiły to: Holandia, Belgia, Albania, Luksemburg, Szwajcaria czy Niemcy.

Polska nie jest gotowa na debatę
Profesor Paweł Łuków jest przekonany, że w Polsce jeszcze długo nie będzie możliwa merytoryczna debata dotycząca prawa człowieka do rozporządzania swoim losem. - Doświadczenie chociażby z ostatniej debaty ws. in vitro wskazują, że o jej poziomie decyduje u nas wciąż zaangażowanie polityczne, a nie stan wiedzy naukowej.

- Myślę, że gdyby nasi parlamentarzyści - a trzeba przecież na tym poziomie rozstrzygać takie dylematy- próbowaliby rozmawiać tak jak np. Brytyjczycy o wspomaganym samobójstwie, doszłoby do trywializacji całego zagadnienia - wyjaśnia.

Powód? - W naszym społeczeństwie niechęć do jakichkolwiek form eutanazji jest zakorzeniona od czasów wojny. Praktycznie zagadnienie to jest pomijane w przestrzeni publicznej.

Etyk zwraca uwagę, że kolejny problem, jaki z pewnością pojawi się przy okazji dyskusji o wspomaganym samobójstwie, to kwestia oceny czy dana osoba - pamiętając, że mówimy o śmiertelnie chorych -  jest zdolna skorzystać z pełną odpowiedzialnością ze swych uprawnień.

- Jak zdobyć przekonanie, że wybór śmierci jest decyzją świadomą, a nie wynikiem przygnębienia, bólu etc.  I kto miałby o tym rozstrzygać? - dodaje profesor.

Eutanator, nie lekarz
Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej przyznaje, że sam jest przeciwnikiem wykonywania eutanazji przez lekarzy. Jak podkreśla, takie przepisy są zupełnie niepotrzebne, ale gdyby miałyby być przeniesione w polskie realia - należałoby stworzyć takie rozwiązania prawne, aby powoływać zawód eutanatora, z daleka od profesji lekarskiej.

- Lekarze mają swój Kodeksu Etyki Lekarskiej, w którym mówi się jasno, że lekarzowi nie wolno stosować eutanazji ani pomagać choremu w popełnieniu samobójstwa. I mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał tych zapisów zmieniać - mówi prezes NRL.

- Dla tego typu radykalnych rozwiązań jest alternatywa: rozwój opieki paliatywnej, leczenie bólu, zintensyfikowanie opieki psychologicznej i zapewnienie pomocy społecznej dla osób nieuleczalnie chorych. Chory, któremu taka opieka będzie zapewniona, może zmienić nastawienie do swojej choroby i zaniechać myśli o samobójstwie. Myślę, że polscy lekarze, mając te możliwości na uwadze, z wielką rezerwą i obawami odnieśliby się do takiego pomysłu legislacyjnego - podsumowuje.  

Podobał się artykuł? Podziel się!

BĄDŹ NA BIEŻĄCO!

Newsletter

Najważniejsze informacje portalu rynekseniora.pl prosto na Twój e-mail

Rynek Seniora: polub nas na Facebooku

Rynek Seniora: dołącz do nas na Google+

Obserwuj Rynek Seniora na Twitterze

RSS - wiadomości na czytnikach i w aplikacjach mobilnych


Dyskusje


  • Specjalizujemy się w tworzeniu zintegrowanych rozwiązań w obszarze komunikacji biznesowej.
  • Wirtualny Nowy Przemysł Rynek Zdrowia Farmer Nowy Przemysł Dla handlu Promocjada
    Property News Portal Samorządowy Giełda rolna Infodent24 Rynek aptek House Market
    Portal Spożywczy Puls HR Koszyk cenowy Property Design Sady Ogrody Centrum Kreowania Liderów
  • Serwisy i wydawnictwa o budowie i urządzaniu domu.