Ekspert: zaawansowany rak skóry jest rzadki, ale bardzo stygmatyzuje



PAP/Rynek Seniora - 24 października 2016 09:45


Rak podstawnokomórkowy skóry rzadko rozwija się do stadium zaawansowanego lub przerzutowego. Ale gdy do tego dojdzie, staje się przyczyną samotności i cierpienia psychicznego pacjenta, a także zgonu z powodu powikłań - powiedział prof. Witold Owczarek. Są to przeważnie pacjenci w zaawansowanym wieku

Prof. Owczarek, który kieruje Kliniką Dermatologiczną w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie, przypomniał, że rak podstawnokomórkwy skóry (BCC - z ang. basal cell carcinoma) jest najczęstszym nowotworem złośliwym skóry. Stanowi 80 proc. wszystkich przypadków tych schorzeń, podczas gdy znacznie bardziej znany czerniak - jedynie 5 proc.

BCC rzadko rozwija się do stadium zaawansowanego miejscowo lub stadium, w którym obecne są przerzuty do innych narządów - m.in. węzłów chłonnych, kości, płuc, wątroby. - Rak ten rośnie wolno i łatwo go wykryć we wczesnym etapie rozwoju, kiedy możliwe jest wyleczenie pacjenta metodami chirurgicznymi - poprzez wycięcie zmiany z marginesem tkanki zdrowej - powiedział specjalista.

Prof. Owczarek podkreślił, że dane na temat liczby osób z rakiem podstawnokomórkowym skóry są w Polsce znacznie zaniżone. W Krajowym Rejestrze Nowotworów odnotowuje się co roku ponad 10 tys. przypadków tego raka, ale prawdopodobnie jest ich wielokrotnie więcej. Zgony związane z tym nowotworem są natomiast rzadkie. Na podstawie statystyk z innych krajów (np. USA) szacuje się, że z powodu powikłań związanych z jego zaawansowanym przebiegiem umiera ok. 0,1 proc. wszystkich chorych na BCC, a w przypadku stadium przerzutowego - od 0,002 proc. do 0,5 proc. chorych.

Jednak chorzy z zaawansowaną czy przerzutową postacią tego raka bardzo cierpią. "Jest to napiętnowana i stygmatyzowana społecznie grupa chorych. W ich przypadku nawet trudno mówić o jakości życia, bo jeżeli ktoś ma w widocznym miejscu rozpadający się nowotwór, to nie może o niej być mowy. Są to ludzie żyjący na uboczu, w zapomnieniu, których nikt nie chce oglądać" - wymieniał dermatolog.

Według specjalisty postacie zaawansowane i przerzutowe raka podstawnokomórkowego skóry mogą, ale nie muszą, być efektem pewnych zaniedbań profilaktyczno-leczniczych. Pacjenci mogą za późno trafiać do lekarza z powodu niedostatecznej wiedzy i braku zachowań prozdrowotnych, takich jak regularne (raz w miesiącu) oglądanie swojego ciała, ale też dlatego, że - z jakichś przyczyn - trudno im dostać się do lekarza.

- Należy pamiętać, że są to przeważnie pacjenci w zaawansowanym wieku - podkreślił prof. Owczarek. Dodał, że czasami zaawansowany BCC może być konsekwencją nieodpowiednio dobranej terapii, braku monitorowania stanu zdrowia chorego i szybkiej reakcji w razie wznowy raka.

U części chorych agresywny przebieg tego raka ma związek z pewnymi predyspozycjami genetycznymi, bądź schorzeniami, które prowadzą do zahamowania funkcji układu odporności lub wymagają zażywania leków immunosupresyjnych (np. po przeszczepie narządu).

- U chorych z zaawansowanym czy przerzutowym podstawnokomórkowym rakiem skóry stosuje się metody operacyjne i radioterapię. Jednak u części pacjentów z uwagi na zawansowanie czy lokalizację zmian operacja nie może być już przeprowadzona - wyjaśnił prof. Owczarek. Ci chorzy, jak również ci, u których dostępne opcje terapeutyczne zawiodły, kwalifikują się do leczenia tzw. terapią ukierunkowaną na cele molekularne.

Specjalista przytoczył przykład pacjenta, którzy przeszedł 17 zabiegów operacyjnych, przestał widzieć na lewe oko, a nowotwór zaczął naciekać oczodół oka prawego. - Kolejny zabieg operacyjny, który zostanie u niego przeprowadzony, spowoduje, że pacjent przestanie zupełnie widzieć. U tego chorego powinniśmy zastosować terapię celowaną - zaznaczył prof. Owczarek.

Obecnie dostępne są dwa leki z tej grupy m.in. wismodegib zarejestrowany w UE w 2013 r. i sonidegib. Powodują one zahamowanie podziałów komórek nowotworowych, a z drugiej strony pobudzają odpowiedź układu odporności, który lepiej rozpoznaje i niszczy komórki raka, wyjaśnił prof. Owczarek.

- Leki ukierunkowane molekularnie dają szybką i długotrwałą odpowiedź. Wprawdzie nie prowadzą do wyleczenia, ale raczej do kontroli choroby, jednak jest to ważne, bo mówimy o grupie chorych, która nie ma nic w zamian, nie ma innej szansy na leczenie - podkreślił profesor.

Zaznaczył, że pacjentów, którzy są kandydatami do tej terapii jest niedużo - szacuje się, że około 50 rocznie. Obecnie leki te nie są refundowane w Polsce.