Kontrole wykazały, że 87-latka w bytomskim szpitalu miała dobrą opiekę



PAP/Rynek Zdrowia - 15 kwietnia 2019 10:03


Nie było nieprawidłowości w postępowaniu z 87-letnią pacjentką, która 22 marca z udarem trafiła do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 4 w Bytomiu - wykazały dwie kontrole przeprowadzone przez Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego i śląski NFZ.

O ich wynikach poinformował w środę (10 kwietnia) bytomski szpital. Wcześniej rodzina kobiety zarzucała pracownikom szpitala, że starsza pani spadła tam z łóżka i leżała tak niezauważona przez personel kilka godzin. Szpital od początku temu zaprzeczał.

"Dwie niezależne komisje wykazały, że zdarzenie, o którym informowała w mediach rodzina pacjentki, nie miało miejsca, a oddział neurologii z pododdziałem udarowym prowadzony jest zgodnie ze standardami wyznaczonymi przez ministra zdrowia" - napisał w środowym oświadczeniu dyrektor placówki Jerzy Pieniążek.

Przyczyny złego stanu pacjentki, w jakim trafiła do szpitala, ma teraz wyjaśnić Prokuratura Rejonowa w Bytomiu, o co poprosiła kancelaria prawna działająca w imieniu szpitala.

Kontrolerzy NFZ sprawdzali, czy szpital właściwie realizuje umowę, czy w oddziale pracuje odpowiednia liczba lekarzy i pielęgniarek, czy mają odpowiednie kwalifikacje oraz czy pacjenci mają dostęp do właściwej opieki neurologicznej. Szczegółowo skontrolowano także dokumentację medyczną i postępowanie z 87-letnią bytomianką.

Kontrola potwierdziła, że w oddziale neurologii z pododdziałem udarowym pracuje wystarczająca liczba wykwalifikowanego personelu, a dokumentacja prowadzona jest prawidłowo. Pracownicy NFZ szczegółowo przeanalizowali również dokumentację medyczną 87-latki: historię choroby - wydruk z systemu wraz z kopiami pozostałych części dokumentacji, książki raportów lekarskich i pielęgniarskich.

Wynika z nich, że chora została przywieziona w stanie padaczkowym, po przebytym udarze. Od razu objęta została specjalistyczną opieką, a z dokumentów wynika, że personel przebywał przy niej kilka razy w ciągu nocy. Według zapisów w karcie gorączkowej 87-latka miała mierzoną temperaturę o godz. 22.00, 2.00 i 6.00. Między godz. 21.00 a 23.00 trzy razy dostawała leki, a ok. 23.00 - płyny. Co więcej, w tej samej sali leżała inna chora, podłączona do kardiomonitora i z tego powodu pielęgniarka pojawiała się tam co około pół godziny.

- Nie jest zatem prawdą, że pacjentka spadła w nocy z łóżka i przeleżała na podłodze kilka godzin, jak twierdziła rodzina - podkreślił Jerzy Pieniążek.

Zarzutów co do rzekomej nieprawidłowej opieki i leczenia pacjentki nie potwierdził też zespół kontrolny Śląskiego Urzędu Marszałkowskiego. Kontrolerzy marszałka pojawili się w WSS nr 4 w Bytomiu natychmiast po medialnych doniesieniach, szczegółowo przeanalizowali dokumentację, dokonali oględzin sali i oddziału neurologii oraz przesłuchali personel pełniący dyżur 22 i 23 marca.

W niedzielę 24 marca rodzina 87-latki wysłała do śląskich mediów film z nagraniem, na którym starsza pani odpowiada na sugerujące odpowiedź pytania, jakoby spadła w nocy z łóżka i przeleżała kilka godzin na podłodze, w wyniku czego na jej ciele pojawiły się obrzęki i zasinienia. Tymczasem - jak wskazują bytomscy lekarze - chora została przywieziona do izby przyjęć w bardzo złym stanie, z już widocznymi obrażeniami zewnętrznymi, które wyraźnie uwydatniły się po upływie czasu, być może również pod wpływem podawanych kobiecie leków.

Sprawę tę wymieniano w ostatnim czasie w mediach wśród budzących społeczny niepokój przypadków pacjentów, którzy mieli nie otrzymać właściwej pomocy w izbach przyjęć śląskich szpitali. Sprawy te - w tym dwa przypadki zgonów - nadal są wyjaśniane przez NFZ, a niektóre także przez prokuraturę i rzecznika praw pacjenta.